Dowód na Istnienie

Dziś również obudziłam się wypełniona po brzegi pragnieniem, by z kimś się tym zwyczajnym dniem podzielić. Zawieźć kogoś wszędzie gdzie jadę, opowiedzieć mu o swoich zadaniach, obowiązkach i radościach.  Uczucie to wzmogło się, gdy odwoziłam dzieci do przedszkola i zaparło mi dech z wrażenia gdy zza pobocza pełnego liści i ponurych nagich jesiennych drzew wyłonił się krystalicznie czysty widok na cały Kraków, tak jakby mgła nagle opadła i miała nigdy się z powrotem nie zasnuć. Chętnie bym się odwróciła do kogoś siedzącego na fotelu pasażera i powiedziała, “Patrz, ale piękne!”

 

Często mam wrażenie, że sporo wspaniałych rzeczy się marnuje, szczególnie takich małych chwil zachwytu. Zadziwienia krajobrazem, dzikiej radości, bo udał się projekt, albo dzieci zjadły obiad z dokładkami. Przeżywamy te chwile w pojedynkę, naprędce, a chciałoby się pełną piersią i razem z kimś nam drogim. Niektórzy chcą zaradzić temu marnotrawstwu, więc dokumentują, robią dużo zdjęć, filmują. Są ludzie, którzy w mediach społecznościowych zamieszczają zdjęcia potraw z bankietu, filmują przejażdżki tramwajem czy metrem. Ale wtedy z kolei sprawiają wrażenie, jakby żyli za mało, a dokumentowali za dużo.

 

W ogóle jak to jest, że człowiek, nawet jeśli lubi być sam i dąży do samotności, i tak chce, by ktoś był, jakiś życzliwy obserwator, by można było się odwrócić i rzucić w jego kierunku choć dwa słowa. Ktoś obecny, nie trajkotliwy. Ktoś, kto nie absorbuje, ale jest i obserwuje z zainteresowaniem czy miłością. Naprawdę, jesteśmy istotami na wskroś społecznymi. A poza tym, tak całkiem na marginesie, potrzeba współistnienia i dzielenia się to według mnie nic innego jak kolejny dowód na istnienie Boga osobowego. 

2 komentarze

Napisz komentarz